Jaisalmer - dzien pierwszy
6:00
Budzi mnie gwar pociagu. Do Jaisalmeru jada 3, moze 4 pociagi dziennie, na kazdy z nich czeka tlum tubylcow oferujacych noclegi w hotelach. Pierwszy oferuje za 50 rupii z darmowym podwiezieniem. Troche zaspany (wyjatkowo dobrze mi sie spalo) docyzuje sie pojechac.
9:00
Po obejrzeniu filmu z Brucem Willisem na satelicie zmykam dalej, bo oczywiscie 50R to byla sciema. Ale chwile zaraz nastepny koles znow oferuje tyle samo, wiec sie zgadzam. Byc moze tez sciema, ale okaze sie pozniej. W miedzyczasie kolej oferuje mi safari, na ktore tez sie zgadzam w ramach szalenstwa pod koniec pobytu w Indiach. Place i zmykam na miasto. Rewelacja, chyba najladniejsze miasto jakie widzialem do tej pory. Fort nie do opisania, reszta miasta tez bardzo fajna.



Szmatki na sprzedaz, gdzies przy wejscie do fortu

Jeden z licznych hoteli, ten jest raczej z tych lepsiejszych

Nie wiem co:

Oczywiscie co chwila znajduje przyjaciol, ktorzy chca pogadac (czytaj sprzedac cos, najchetniej szmatke za 2000 rupii) oraz cyganki i indianki pozujace za 10 rupii.





Wieczor.
Odechcialo mi sie safari, nie chcialem rowniez zamienic sie na komorke z upierdliwym kolesiem z mojego hotelu (tym, ktory mi zaproponowal nocleg), strasznie byl zdegustowany z tego powodu. A ja jestem zdegustowany z jego powodu, mam nadzieje, ze jutro pojedzie na safari z innymi ludzmi i wiecej go nie zobacze.